Dokumentowanie codzienności [5 kart do wydrukowania]

dokumentowanie codzienności

Project life, scrabboking, dodatki do kalendarza – mam nadzieje, że stworzyłam karty uniwersalne. Ja jednak dzisiaj odrobinę więcej o sprawach technicznych związanych z dokumentowaniem codzienności.

Przy ostatnim wpisie o project life miałam kilka rozwiązań, ale… Okazało się, że nie jestem tak do końca z nich zadowolona. Album z wklejanymi pod folie zdjęciami wygląda imponująco. Rozwiązanie jest jednak mało praktyczne i bardzo pracochłonne. Momentami dwie ręce było zdecydowanie za mało i kilka kartek, udało mi się zniszczyć. W pewnym momencie chciałam już zgrzewać zwykłe koszulki do zdjęć. Uparłam się, że choćby nie wiem co, tych „profesjonalnych” nie kupię.

Od ostatniego wpisu zaczynałam swój album już kilka razy. Sporym problemem jest dla mnie wielkość kart, znowu uparłam się, że nie kupię gotowych. Zdjęcia w większości są Instagramowe. Karty bardziej do mnie przemawiają w prostokątach, a zdjęcia w kwadratach. Ten album z foliami pozwalał to połączyć, ale za dużo rąk trzeba do pomocy. Koniec, końców zdecydowałam się na uruchomienie maszyny, do podróży w czasie. Album gdzieś zgubiłam, więc postawiłam wykorzystać blok techniczny z czarnymi kartkami. Takie rozwiązanie to trochę więcej pracy, ale efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

dokumentowanie codzienności

Dokumentowanie codzienności

Jak już Wam na wstępie wspominałam, zrobiłam coś uniwersalnego. Jedną z kart wykorzystałam nawet jako bilecik do prezentu. Duża karta posłużyła mi do zapisania dla kogoś życzeń.

Z miłości do prostokątów (ach ta matematyczna dusza) postanowiłam postawić właśnie na dwie wielkości kart. Rozmiar oczywiście nie jest przypadkowy. Ja koszulek nie kupię, ale chcę wyjść naprzeciw tym, co je posiadają. Wydaje mi się, że wybrałam te standardowe rozmiary.

• 1 kartę z grafiką w poziomie o formacie 4 x 6 cala (wielkość klasycznego zdjęcia 10 x 15 cm)

• 4 karty z grafiką w pionie o wielkości 3 x 4 cala (połowa klasycznego zdjęcia, czyli 5 x 7,5 cm)

[su_button url=”https://drive.google.com/file/d/0B0Wc4tFz5JX9NS1PaTdwbmJfMmc/view?usp=sharing” target=”blank” background=”#33bbbc” size=”5″ center=”yes”]karty do wydrukowania[/su_button]

 

Wywołując (brzmi dostojnie, nie to, co drukowanie) zdjęcia w formacie 10 x 15 cm nie musimy nic ze swojej strony robić. Wystarczy zgrać, co chcemy mieć – ok, niech będzie – wydrukowane i już. Przy formatach niestandardowych czeka nas więcej zabawy. Jeżeli mamy w planach zdjęcia 5 x 7,5 cm  trzeba je dociąć w programie i najlepiej złożyć 2 razem. W tym przypadku nie będzie problemu z ich wydrukowaniem. Kurcze, w zasadzie wywołaniem.

W dobie fotografii cyfrowej wszystko brzmi tak mało elegancko.

Najgorsze są kwadraty, moja nowa miłość. Może czas przestać korzystać z Instagrama? Zanim oddamy zdjęcia do… wydrukowania, trzeba je samemu odpowiednio umieścić na formacie 10 x 15 cm. Tworząc album w starym stylu, nie muszę przejmować się wielkością zdjęcia. Z tego, co się dowiadywałam, mając kupione „profesjonalne” koszulki najlepiej… drukować kwadraty w rozmiarze 5 x 5 cm (mi się coś nie zgadza, ale nie wnikam w to ,w tym miesiącu).

Przyznam, że kombinowałam z formatami zdjęć z Instagrama. Mimo że nie muszę zwracać na to większej uwagi, bo nie mam koszulek, a wszystko wklejam, wolę trzymać wymienioną wielkość. Jak sami widzicie, coś źle zaznaczyłam w programie przed drukowaniem. Nie wiem, jak ja te centymetry zaznaczyłam. Będę musiała je jeszcze raz wydrukować.

Spodobało mi się bardziej wklejanie kart i zdjęć do albumu, bo daje więcej możliwości. W razie przewagi jakichś formatów nie muszę kupować nowych koszulek. Można jeszcze wykorzystać klasyczny album, ale ja czuję, że coś mnie przyciąga do tych czarnych kartek.

dokumentowanie codzienności

Nieszczęsne wywoływanie, tfu drukowanie

Przy ostatnim wpisie mogliście zobaczyć zdjęcia wydrukowane w kiepskim salonie. Może one też nie były super jakości, ale tak ciemne nie były na monitorze komputera. Żeby wywołać w innym miejscu, jest to już dla mnie wyprawa. Plusem jest fakt, że można załatwić wszystko przez Internet i tylko odebrać.

Szczerze, z project life zwlekałam tak długo właśnie z powodu problemów z drukowaniem zdjęć. Nie opłaca się jechać po 10 zdjęć 50 km. Można zamówić z dostawą do domu, ale to znowu spore koszt wysyłki.

Po zniechęceniu się do dokumentowania codzienności postanowiłam drukować zdjęcia w domu. Na mojej zwykłej drukarce nie są najlepsze jakościowo, ale chociaż nie ma zamawiania, jeżdżenia, planowania – po prostu kombinowania. Dużo straciłam zdjęć właśnie przez to zamieszanie z drukowaniem. Ten jeden raz co się skusiłam oddać, do punktu w mieści. Po tym ostatnim wpisie ostatecznie je wyrzuciłam. Nie mogłam na nie patrzeć.

Zastanawiam się nad zakupem drukarki, specjalnie do drukowania zdjęć. Sam sprzęt wiem, ile kosztuje, około. Nie interesowałam się jednak, jak wygląda potem kwestia tuszu. Jak on szybko znika. W mojej na długo nie wystarcza, a tusz z kolorowym tuszem kosztuje prawie 90 zł. Macie jakieś doświadczenia z drukarkami typowo do zdjęć? Chciałabym poznać przeciwnika, zanim podejmę decyzję o pracy z nim, znaczy, zanim kupię.

dokumentowanie codzienności

A wracają jeszcze do drukowania kart. Zastanawiam się, czy nie wyglądałyby lepiej drukowane również na papierze fotograficznym. Chociaż pomijając koszt drukarki, cena arkusza papieru fotograficznego robi wrażenie. Obecnie drukuję swoje karty na bloku technicznym. Wychodzi taniej, a jeżeli coś źle dotnę, tak mi nie szkoda i drukuję ponownie.

To chyba wszystkie rozterki po kolejnym miesiącu pracy nad dokumentowaniem codzienności. Spodobała mi się ta zabawa, dzięki zwykłym kartkom jak ze starego album jest jeszcze bardziej kreatywna, ale te zdjęcia. Dajce znać, jeżeli macie jakieś doświadczenia z drukarkami do zdjęć. Coś czuję, że moja wyląduje na liście prezentów świątecznych.

  • Milena | Monotematyczna

    A ja ciągle tkwię na etapie zachwytów nad tymi albumami :) Choć coraz więcej można spotkać takich przygotowywanych kart do druku i to gdzieś mnie na nowo kusi. Teraz jesienne, dłuższe wieczory trzeba jakoś ten czas wypełnić, może to właśnie będzie na to sposób.

    • Na pewno warto się pobawić i przekonać na sobie, czy to nam pasuje. Ja mam trochę mieszane uczucia, ale jeszcze muszę trochę po dokumentować.

  • Lubię oglądać u innych takie projekty i ciekawe albumy, ale sama jakoś nie mam do tego zacięcia. Nawet planner, który zaczęłam robić odłożyłam na bok. Listy rzeczy do zrobienia, notatki do bloga, listy z zakupami – owszem, ale długoterminowe planowanie i zapisywanie wszystkiego w plannerze – to chyba nie dla mnie :)

    • Może nie znalazłaś jeszcze dla siebie sposobu? Też kiedyś myślałam, że takie planowanie to nie moja bajka, a teraz czuję mniejszą presję, mając np. zaplanowane wpisy na blog. Tematy mam, mogę robić szkice, pisać całość, kombinować ze zdjęciami. Tak było na ostatnią chwilę.

  • Karty są prześliczne. Jeszcze nie wydrukowałam poprzednich, ale dzielnie zbieram je w zakładkach i przyjdzie kiedyś ich czas. Bardzo podoba mi się pomysł wykonywania albumu na czarnych kartach. Typowy Project Life jest taki poukładany, a tutaj można zrobić trochę bałaganu. Te czarne karty kojarzą mi się z takimi starymi albumami na zdjęcia, oprawionymi w skórę, właśnie z czarnymi kartami przeplatanymi cieniutkim papierem. Miałam kilka takich albumów w moim rodzinnym domu, ale pewnie gdzieś się zawieruszyły. Niestety.

    • Ja jeszcze mam takie albumy. Jak szukałam puste kiedyś, sporo i niedrogie można było kupić na Allegro.

  • Muszę nad tym pomyśleć! Twoje karty są piękne. Powiedziałabym nawet, że inspirujące! :)

    • Teraz będę czuła większą presję przy kolejnych projektach. :)