3 grzechy główne istnienia w blogosferze, mojego istnienia

3 grzechy główne

Na starym blogu podchodziłam do błędów już raz lub dwa, ale… Dopiero otwierając nowe miejsce, zdałam sobie sprawę, jak ślepa wtedy byłam. Ostatnio coraz częściej uczę się na czyichś błędach.

Jeszcze nie ze wszystkiego zdaję sobie sprawę. Jeszcze nad wieloma rzeczami pracuję. Wstydzę się, ale mam ochotę zostać krytykiem pewnych oklepanych porad. Najzabawniejsze jest to, że sama je gdzieś, kiedyś głosiłam. Nie wszystko jest do kosza, ale…

Nauka latania bez skrzydeł

Z początku ten trend był głównie na zagranicznych blogach wraz z całą gamą porad, jak tę swoją niszę odnaleźć. Gdzieś na przełomie 2015 i 2016 roku zaczęłam zauważać to w polskiej blogosferze. Niesiona na fali, dałam się zapędzić w kozi róg. Zaczęło mi strasznie zależeć na tym, aby odnaleźć tę swoją niszę. Pisałam na przeróżne tematy, sprawdzając co będzie chętnie czytane i/lub komentowane. Nie oszukujmy się, w tej branży, jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o statystki.

Pewnego pięknego, lipcowego dnia zaszkodził mi nadmiar słońca. Postanowiłam wszystko, co do tej pory pisałam skasować i zacząć od nowa, pod nową nazwą.  Z tym, że ze starymi problemami szukania niszy. Powiem jedno, wiele porad blogowych dotyczących tego tematu nadal zbija mnie z tropu. W sieci jest dużo rzeczy i myśląc realistycznie, po co powielać. Niby robi się coś inaczej, ale zawsze jest strach o bycie oskarżonym jako czyjaś kopia.

Chciałam z początku postawić na publikacje plakatów, ale… Czuję, że ilość treści, jaką do nich piszę, jest niewystarczająca. Nie chcę nikogo obrazić, każdy ma inne odczucia. Na mnie ciąży fakt bycia umysłem ścisłym i streszczania myśli. Zaczęłam uciekać z kreatywnej drogi do lifestylu. Można więcej napisać, bardziej się wykazać. Znowu zaczęłam walić głową w mur. Do czego zmierzam. Nie warto podążać za modą, a popatrzeć na swoje podwórko i poszukać tego słynnego złotego środka.

Zabawa w grabarza

Tego błędu wstydzę się najbardziej. Zachowywałam się jak typowa kobieta i pisząc komentarze, szukałam dziury w całym. Pracuję nad tym, ale jeszcze do niedawna czepiałam się do byle czego we wpisach. Z dziwnej zazdrości nie potrafiłam docenić pracy innych. A może było to, co innego? Nigdy nie były to obrażające autora komentarze, ale czepianie się o byle słowo we wpisie. Nie chodzi tylko o lukrowanie rzeczywistości, ale za rzadko zastanawiałam się nad tym, jakich słów używam. Jaki ton ma mój komentarz.

Obecnie śmieję się, że mój sposób komentowania (dobra, myślenia) to klątwa zdjęć, które nie zostały zmienione wraz z nową. Bo każda wymówka jest dobra. Pracuję nad sobą, aby nie pokazywać się ze złej strony. Zauważyłam, że ten „hejt” odbija się potem na moich postach.

Długość ma znaczenie

Wspominałam Wam już o długości tekstów. Zahaczmy o to nieszczęsne SEO. Powinno pisać się teksty minimum na 300 słów, a co jeżeli wychodzi mi mniej? Niby napisałam wszystko, co najważniejsze, a czuję niedosyt. Czuję, że o czymś zapomniałam. Nie chcę też za bardzo wpisów rozwlekać, ale zawarcie wszystkiego w 200 słowach jest słabe.

Mam też sobie do zarzucenia jakość zdjęć. Ciągle się uczę. A to mam wrażenie, że dodaję ich za dużo. A to za mało. Nie obrażam swojej twórczości. Ja po prostu nie potrafię wykorzystać jeszcze potencjału drzemiącego w przedmiotach, które już posiadam.

Koniec zwierząt (tfu, znaczy zwierzeń) na dzisiaj. Wracam dalej do nauki robienia zdjęć i pisania ladacznych tekstów. Mam pomysł jak połączyć ten nieszczęsny lifestye z plakatami. Mam wrażenie, że widzę swój złoty środek.

A jakie błędy Wy popełniacie, może zdradzicie? A może powiecie, jakie błędy u innych widzicie? Nie każdy musi mieć blog, tylko z „wytykaniem” bez nazwisk i ogólnikowo.

  • Paulina Staniszewska

    Każdy z nas się uczy, a chyba najskuteczniej uczyć się na błędach. Ja też szukam po ciemku swojej blogowej drogi. Staram się jednak skupić na tym by sprawiało mi to przyjemność.

  • To blogowanie to nie taka łatwa sprawa. Ja nie zauważam błędów, być może i są, ale wolę skupiać się na pozytywach. Lubię to robić, sprawia mi to frajdę, być może osiągnęłabym więcej pisząc o czymś innym, ale robię to w czym jestem najlepsza. Ostatnio byłam na spotkaniu ze znajomą, która również ma swoje miejsce w sieci i zapytała mnie, czy ja faktycznie mam te wszystkie DIY i dekoracje w domu. To był dla mnie moment prawdy i pewne objawienie. Wszystko co zrobiłam powstało z mojej potrzeby i z tego korzystam. Blogowanie sprawiło, że chcę zmieniać i upiększać moje otoczenie. Trzeba robić swoje, a kiedyś zaskoczy.

    Wydaje mi się, że wiele twoich czytelniczek przychodzi tutaj nie dla pięknych zdjęć i nośnych tematów, ale dlatego, że Ciebie lubi. Ja się bardzo zdziwiłam, że można przywiązać się do niektórych blogów i czekać z niecierpliwością na nowy wpis.

    • Szczerze mówić, czy chodzi o znajomych i kółko wzajemnej adoracji, czy o nowych czytelników, dla których treści będą przydatne? Nie chodzi mi oczywiście o pisanie tylko na chwytliwe tematy. OK, wybrałam dla siebie tematykę, ale… Jeżeli ona ma być, bo tak komentowany, bo osoby mnie lubią, wolę tematykę zmienić.

  • Wiesz,kazdy z nas ma taki moment kiedy robi rachunek sumienia i widzi,ze duzo nauki przed nim,a niektore posty nie powinny ujrzec swiatla dziennego (co sie zobaczylo to sie nie odzobaczy :D),ale mimo wszystki czlowiek lubi to swoje miejsce. U mnie jest tak,ze ida pisania o kukturze sie nie sprawdzila. Owszem teksty sa niezle,tematy nizszowe,ale co z tego skoro czytelnik woli maistream? :-)

    • Typewriterka

      U mnie podobnie jest z recenzjami powieści, nie wypaliło, no cóż ;(

    • Właśnie, jak to pogodzić. Nastały ciężkie czasy i jak widać, ciężko znaleźć złoty środek między tym, co się lubi, a co lubią inni.

  • Ja jestem chyba jakaś dziwna bo nigdy aż tak bardzo nie zastanawiałam się i nie analizowałam tego ilu mam czytelników, co piszę i w jaki sposób prowadzę bloga. Robię to dla siebie, piszę dla siebie, a jeśli przy okazji ktoś czyta i docenia moje teksty to bardzo się z tego cieszę :) Od zawsze lubiłam pisać, a blog jest świetnym miejscem, by swoimi myślami dzielić się z innymi :)

  • Typewriterka

    Ja ogarnelam wszystko ładnie pięknie, ale …coś nie grało. I wiesz co to było? Brak emocji. Spontaniczności, nieperfekcjonizm. Chcę pisać fajny blog, ale nie musi być profesjonalny.

    Myślę że lepiej zrobiloby Ci po prostu pisanie zamiast rozmyślań ;)

    • Takie pisanie bez planu już przerabiałam i blog usunęłam. Teraz wolę na początku przemyśleć swoje błędy i je wyeliminować.

  • Moim ostatnim grzeszkiem jest zdecydowany brak systematyczności w publikowaniu nowych postów. Często jest tak, że nagle przychodzi lawina pomysłów i wpisy lecą jeden za drugim, a potem nagle cisza, bo ‚czasu nie ma’, bo akurat ‚coś ważniejszego do zrobienia’, no wiecie, nie? ;)
    Ale próbuje się poprawić!

    A zobaczenie swoich błędów, to już więcej niż połowa drogi, do ich wyeliminowania, więc dobrze, że jesteś ich świadoma.

    Pozdrawiam!

    • A tedy kiedy masz wenę, nie próbujesz zostawić kilku pomysłów (już takich napisanych nawet) na gorsze dni? Osobiście, aż za bardzo rozumiem ból pisania, bo muszę. Miałam kiedyś trochę zleceń i kilkanaście nieprzespanych nocy. Weny nie było, ale tekst musiał być.

      • Czasem próbuję napisać coś ‚na zapas’ ;) Ale wolę pisać na bieżąco o tym, co mnie aktualnie zajmuje.
        Trzeba pracować nad systematycznością i już :)

  • Justyna – Suspicious Plum

    Wiesz, u mnie generalnie jest tak, że czytam te wszystkie porady o blogowaniu, ale raczej staram się do tego podchodzić z dystansem. Każdy powinien odnaleźć swoją drogę i stosować się do tego, co najbardziej do niego pasuje. Ja np. nie piszę wszystkiego pod SEO, chociaż wcześniej strasznie się tego uczepiłam. To był wielki błąd, bo zabrakło emocji. Znowu jak skupiłam się za bardzo na emocjach, mój blog zaczął wydawać mi się strasznie hejetrski. Także moja metoda jest taka: wszystko z umiarem i będzie wtedy dobrze. U mnie podstawowy błąd to nieregularne pisanie, ale ciężko mi jest pogodzić bloga z etatem.

  • Ja już od dawna(w sumie od początku blogowania) mam problem ze zdjęciami. Nie jestem z nich w pełni zadowolona i nie wiem czy kiedyś będę. Raz, że nie mam takiego „daru” estetycznego, nie wiem jak co ustawić, aby fajnie wyszło na zdjęciach. Dwa zawsze znajdzie się jakiś szczegół na już zrobionym zdjęciu, który mi nie odpowiada.

  • Ja jestem na początku drogi i w zasadzie wiem tylko, że chcę pisać, co mi w duszy gra. Dlatego ucieszyłam się, jak napisałaś, że szukanie niszy nie jest najważniejsze. Mój blog to moje przemyślenia i obserwacje, nie ma głównego tematu. Traktuję to jak hobby, które pojawiło się w odpowiednim momencie w moim życiu i bardzo mi pomogło. Będę to robić dopóki będzie mi to sprawiało przyjemność. I postanowiłam się nie stresować tym, co pomyślą inni, gdy przeczytają i czy mam rację w swoich obserwacjach. Jak myślę, tak piszę. U mnie tekst jest najważniejszy, a zdjęcia to tylko kwiatek, choć mam nadzieję, że nie do kożucha.

  • Ja popełniłam sporo błędów. Pierwszym było wybranie darmowej domeny na początku. Rok zabierałam się, żeby przejść na swoje i po zmianie domeny, miałam wrażenie, że zaczynam od początku. Statystyki poleciały mi w dół na łeb na szyję. Na początku bałam się też publikacji swoich tekstów. Bałam się pisać otwarcie, szczerze, z emocjami. Bałam się krytyki.
    Na szczęście człowiek uczy się, dojrzewa, wychodzi ze swojej strefy komfortu. Nic na początku nie jest doskonałe. Ważne, żeby być lepszym, niż było się kiedyś. Więcej nie potrzeba :)

  • Ja myślę, że za bardzo szukasz i za bardzo się miotasz. Co chwilę zmieniasz koncepcje, ciężko się zżyć z Twoim blogiem, bo jak człowiek się przyzwyczai to bum… znów jakaś wolta. Ja wielu blogów nie czytam dla treści. Czytam ich dla osobowości blogerów. Wchodzę na blog, bo wiem, kto go pisze i czego się mogę spodziewać. To o czym pisze, jest sprawą drugorzędną. Do Ciebie zaglądam chyba bardziej z przyzwyczajenia. Bo gdyby mnie ktoś zapytał, jaka jesteś, kim jesteś, to nie potrafiłabym odpowiedzieć. Może powinnaś przestać się miotać, szukać niszy, kombinować, a zacząć pisać po prostu od siebie, być sobą. Może wtedy można było Cię lepiej poznać i zżyć się z Tobą i Twoim blogiem.

    • Po starym miejscu sama nie potrafiłam się określić i zdefiniować. Obecnie znalazłam tę swoją niszę i nie muszę już niczego szukać. Jeżeli autor czegoś nie czuje, to żadna tematyka nie pozwoli go poznać. Wtedy zawsze budowałam na zgliszczach. Wraz z nowym miejscem przestałam szukać.

  • Milena | Monotematyczna

    Niestety, a może stety, ale blogowanie to taka ciągła metoda prób i błędów. Nie da się czegoś po prostu zaakceptować i czegoś po prostu podważyć. Każdy musi spróbować wielu rzeczy na własnej skórze. Nie czytam książek traktujących o tym jak to jest dobrze blogować, bo wtedy chyba nie napisałabym ani słowa zastanawiając się ciągle czy nie popełniałam jakiegoś niewybaczalnego błędu. Może wiele na tym tracę, ale jednak wolę po swojemu choćby to miało się odbywać okrężną drogą. :)

    • Przeczytałam sporo książek, blogów itp. publikacji związanych z blogowaniem i wytycznymi. Patrząc na swoje błędy i fakt, że skasowałam stary blog, zdecydowaniem więcej złego te porady wyrządziły. Z perspektywy czasu popieram Twoją postawę do zdobywania wiedzy związanej z blogowiem. Myślę, że ona jest dopiero fajna, kiedy ma się konkretny plan i wie się, czego chce.

  • Moim największym błędem było chyba zaczęcie bloga na bloggerze. Potem miałam sporo problemów z przenosinami, podczas których skasowałam wiele starych postów. Teraz trochę tego żałuję, bo mogłam je po prostu zaktualizować. Teraz niektóre by mi się przydały:).

    • Aleksandra | Wild Rocks

      Hej – jesli chodzi tylko o to zeby odzyskac stare teksty to mozesz skorzystac z archive.org – wpisz adres swojej strony, kliknij date w kalendarzu kiedy blog jeszcze istnial na bloggerze, i powinnas uzyskac dostep do starej wersji swojego bloga. W internecie nic nie ginie ;)

      • Serio? Dzięki!:) Zaraz lecę wypróbować.

        • Aleksandra | Wild Rocks

          daj znac czy sie udalo :)

    • W Internecie w sumie nic nie ginie.

  • Aleksandra | Wild Rocks

    Jakie błedy widze u siebie? hmm.. chyba najbardziej irytuje mnie, ze fiksuję sie na głupotach na moim blogu – ostatnio był to problem z serii „trzeba zmienić >>read more<>czytaj dalej<>lubie to<< jest 20px za nisko wzgledem tekstu…" Zamiast pisać tekst albo szykowac materiały graficzne siedzę i poprawiam jakas bzdure ktora moglaby poczekac na lepsze czasy. Ale nie – ja musze to zmienic dzis, teraz, natychmiast – bo bez tego strona mi wybuchnie… :)

    • Niby to są bzdury, ale bardzo denerwują i rozpraszają. Znam to u siebie. Trochę mi przeszło, dopiero kiedy postanowiłam kogoś o pomoc poprosić w sprawach technicznych. Osoba nie ma czasu za bardzo, więc nie przejmuje się już tak mocno.

  • Wiesz jak to jest. Błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. Jesteśmy na nie szczególnie narażeni w przypadku blogowania, gdzie wiele rzeczy robimy metodą prób i błędów. Ja nazywam to nauką.

    • Racja. Ciężko jednak przyzwyczaić się, że na błędach mamy się uczyć, a nie, nimi załamywać.